środa, 13 maja 2015

Prolog

Na szczycie dachu, powietrze jest tak zimne i tak spokojne.
Wymawiam twoje imię w ciszy...
Bo nie chcesz go teraz słyszeć.
Oczy miast liczą spadające łzy.
Każda z nich to obietnica wszystkiego czego nigdy nie znalazłaś.


                    Delikatne  powietrze  muska  moją  twarz.  Patrzę  z  góry  na  światła  miast  w  nocy  wyglądają  bardziej  magicznie,  tak  idealnie.  Wmawiam  sobie,  iż  tak  ma  być.  Ludzie  to  tylko  mała  rasa,  która  z czasem  wyginie,  przepadnie.  Ja  też  przepadnę.  Jednak  zanim  to  nastąpi  będę  cierpiała  jak  inni, a  może  nawet  bardziej.  Z  czasem  ten  świat  nie  będzie  pamiętał  jakieś  Ludmiły  Ferro.  
                      -  Nie  skacz.  -  Usłyszałam  głos  za  moimi  plecami.  Nie  odwróciłam  się. Od  razu  rozpoznałam  ową  osobę.  
                      -  Nie  skacz.  -  Powtórzył.  Niemal  od  razu  poczułam  silne  ręce  wokół  mojej  talii.  Przymknęłam  oczy  czując  zbliżające  się  łzy. 
                      -  Mam  tego  dość, Federico. Nie  daję  rady.  -  Szepnęłam  spuszczając  głowę  w  dół.


Krzyczę do ciebie przez noc!
Nie rób tego..
Nie skacz...
Światła nie poprowadzą cię.
Oszukują cię!
Nie skacz...


                      -  Dasz  radę,  jestem  z  tobą.  -  Mimowolnie  na  moich   ustach  pojawił  się  uśmiech. Przynajmniej  dla  kogoś  coś  znaczę...  





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Wiem  krótko,  ale  wiedzie  to  prolog.  No  nic  mam  nadzieję,  że  się  spodobało!  <3  




3 komentarze: