czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 1

Ludmiła


Kiedy ten świat, na który łatwo patrzyłem nie działa po mojej myśli.
Kiedy powoli kruszę się z rozpaczy, z którą nie mogę sobie sam poradzić.
Kiedy ciągle upadam przed ścianą nazwaną rzeczywistością.
Och straciłem drogę, żeby przebić się przez świat.


               Z  cichym  piskiem  uderzyłam  plecami  o  ścianę. Łzy  już  dawno  ciekły  po  mojej twarzy, zostawiając  za  sobą  ciemne  dróżki  po  makijażu. Każda  komórka  mojego  ciała  krzyczała  z  bólu.  Kolejny  cios.  Zgięłam  się  w  pół.  W  myślach  błagałam  o  końcu.  Jednak  wiedziałam,  że  to  dopiero  początek.  Przymknęłam  oczy,  czując  te  obleśne  łapska  napastnika.  Nie  miałam  już  sił  walczyć,  poddałam  się.  Zerwał  ze  mnie  bluzkę  i  zaczął  dotykać  całe  moje  ciało,  każdy skrawek.  W  mojej  głowie  pojawił  się  obraz  moich  rodziców.  Tak  bardzo  chcę,  by  wrócili  i  mnie  ocalili,  wyprowadzili  z  mojego  mroku.  Zagryzłam  wargę  chcąc  nie  jęczeć  z  bólu.  Nie  chciałam  pokazać moich  słabość.  Nie  jemu. 
                -  Jęcz  dla  mnie,  mała  suko!  -  syknął  prost  do  mojego  ucha.  Jego  palce  mocno  zacisnęły  mój  sutek,  przez  co  krzyknęłam  zrozpaczona.  Chciałabym  aby  to  wszystko  dobiegło końca.  Ostry  ból  rozprzestrzenił  się  w  dolnych  częściach  mojego  ciała.  Zacisnęłam  swe  ręce  w  pięści.  Nagle  moje  powieki  zrobiły  się  ciężkie.  Westchnęłam  cicho  tracąc  powoli  kontakt  z  rzeczywistością.  Zanim  odleciałam  poczułam  jakby  ktoś  próbował  mnie  ocucić.  Zamknęłam  oczy. 



Tom 


Co mogę zrobić? (Co mogę zrobić?)
Błąkam się w labiryncie, ale jestem w tym samym miejscu
Co mogę powiedzieć? (Co mogę powiedzieć?)
Stajesz się bledsza, nie widzę twojej twarzy


                  -  Przepraszam,  Ludmiła.  -  szepnąłem, biorąc  nieprzytomną  dziewczynę  na  ręce.  Nigdy  sobie  tego  nie  wybaczę.  Miałem  jej  chronić!  Obiecałem  do  jasnej  cholery!  Jednak  nie  wiedziałem  co  ten  skurwysyn  jej  robił!  Mogłem  częściej  ją  odwiedzać!  To  wszystko  moja  wina!  Niemal  od  razu  wyjąłem  telefon  by  zadzwonić  do  mojego  przyjaciela.  Miałem  dzisiaj  do niego  wpaść.  Muszę  odwołać  to  spotkanie! 
                   -  No  co  tam,  Tomi?  -  spytał  rozmarzonym  tonem  głosu.  Byłem  niemal  pewien,  że  jest  u  niego  Violetta,  jego  ukochana.  Rzecz  jasna  ona  nie  ma  pojęcia  o  jego  uczuciach.  Romantyczne. 
                    -  Stary,  nie  mogę  dzisiaj  wbić.  Mam  mały  problem,  który  muszę  rozwiązać  natychmiast.  Przepraszam. 
                    -  Nie  przejmuj  się  rozumiem.  Coś  się  stało  poważnego?  Może  przyjechać?  -  Słyszałem  w  jego  głosie  troskę.  Westchnąłem  ciężko.  Leon  nie  wiedział  o  Lu.  Nie  zna  jej  i  zapewne  nie  pozna.  Nie  chce  o  niej  im  mówić,  choć  wiem,  iż  są  wyrozumieli.  Nie  chce  jej  zmuszać  do  zawarcia   nowych  znajomości.  Nie  ufa  ludziom.  
                    -  Nie  trzeba,  poradzę  sobie.  |Leon?  Czy... zresztą  nieważne.  -  mruknąłem  do  telefonu  rozłączając  się.   Z  cichym  westchnięciem  spojrzałem  na  zakrwawioną  nastolatkę.  Jej  twarz  wyrażała  spokój,  jakby  nic  się  nie  stało.  
                    -  Przepraszam.  -  szepnąłem,  czując  łzy,  które  chwilę  potem  wypłynęły. 



Leon 


 Kiedy po raz pierwszy Cię ujrzałem, nie zakochałem się w tobie.
Drugiego razu gdy Cię zobaczyłem, twój uśmiech był taki ładny.
Trzeci raz gdy Cię ujrzałem, moje serce powoli zaczynało szaleć.
Za czwartym razem, wiedziałem że to Ty, kochanie.  


                    Po  zakończonym  połączeniu,  warknąłem  cicho.  Czułem,  że  mój  przyjaciel  coś  ukrywa.  
                     -  Wszystko  w  porządku,  Leon?  -  Usłyszałem  kojący  głos  koło  mojego  ucha.  Mimowolnie  przyjemny  dreszcz  przeszedł  wzdłuż  mojego  kręgosłupa.  Kocham,  gdy  moja  ukochana  jest  blisko.  Bez  niej  tracę  zmysły.  Ona  jest  moim  tlenem.  
                     -  Tak,  Violu.  Tylko  Toma  nie  Będzie  dzisiaj.  Ma  coś  do  załatwienia.  -  odparłem,  wdychając  zapach  jej  perfum.  Szaleję  od  nich,  od  niej. 
                     -  A  co  z  przywitaniem  Federico?  Przecież  Kaulitz  miał  nam  pomóc  w  robieniu  kolacji!  Nie  ładnie  tak  w  ostatniej  chwili  odwoływać  spotkań.  -  warknęła,  rumieniąc  się  ze  złość.  Castillo  bardzo  łatwo  wyprowadzić  z  równowagi.  Pewnie  dlatego  nikt  nie  chce  z  nią  zaczynać.  Mimo  wszystko  mnie  to  nie  odstrasza.  Uwielbiam  ją  taką  jaką  jest.  Z  jej  zaletami,  czy  wadami,  według  mnie  jest  idealna.  
                     -  Wiesz,  Violetta...  coś  mi  się  zdaję,  że  Tom  coś  przed  nami  ukrywa.  Kiedy  dzwonił  był  zdenerwowany  i   zrozpaczony. Słyszałem  jak   powstrzymuję  szloch.  Naprawdę  mogło  mu  się  coś  stać.  Tylko  on  nie  chce  nam  o  tym  powiedzieć.  -  powiedziałem,  chowając  twarz  w  dłonie.  Znam  go  tyle  lat!  Wie,  że  może  mi  wszystko  powiedzieć!  Nie  ufa  mi? 
                     -  Może  okres  mu  się  zbliża?  -  rzekła,  uśmiechając  się.  Największą  wadą  Violi  to  jej  głupota?  lekkomyślność?  idiotyzm?  W  skrócie  mówiąc  ona  nie  lubi  myśleć. 
                     -  On  nie  ma  okresu.  -  mruknąłem. 




Ludmiła


Zatrzasnąłem się we wspomnieniach, ty też?
Ta pogoda, to temperatura, obejmujący nas wiatr, czy zapamiętam to?
Osoba, która jest zapomniana jak przestarzały czarno-biały film
Wciąż za Tobą tęsknie, zasypiając
Ale w tę deszczową noc nie mogę usnąć


                        Delikatnie  uchyliłam  jedną  powiekę.  Bałam  się,  że  mężczyzna  wrócić  i  dokończy  to  co  zaczął.  Gdy  jednak  nie  poczułam  jakiegokolwiek  bólu,  otworzyłam  oczy.  W  pokoju,  w  którym  się  znajdowałam  było  już  ciemno.  Musiałam  długo  spać.  Na\brałam  do  płuc  dużo  powietrza  i  zaraz  po  tym  go  wypuściłam.  Podniosłam  się  do  pozycji  siedzącej.  Przez  chwilę  miałam  ochotę  zapalić,  lecz  powstrzymałam  się  od  owego  czynu.  Powinnam  myśleć  o  swoim  zdrowiu.  Choć  ono  jak  i  moje  życie  powoli  zanikają...



Autor: Hmm mam nadzieję, że się podobało! 
    
             

              

środa, 13 maja 2015

Prolog

Na szczycie dachu, powietrze jest tak zimne i tak spokojne.
Wymawiam twoje imię w ciszy...
Bo nie chcesz go teraz słyszeć.
Oczy miast liczą spadające łzy.
Każda z nich to obietnica wszystkiego czego nigdy nie znalazłaś.


                    Delikatne  powietrze  muska  moją  twarz.  Patrzę  z  góry  na  światła  miast  w  nocy  wyglądają  bardziej  magicznie,  tak  idealnie.  Wmawiam  sobie,  iż  tak  ma  być.  Ludzie  to  tylko  mała  rasa,  która  z czasem  wyginie,  przepadnie.  Ja  też  przepadnę.  Jednak  zanim  to  nastąpi  będę  cierpiała  jak  inni, a  może  nawet  bardziej.  Z  czasem  ten  świat  nie  będzie  pamiętał  jakieś  Ludmiły  Ferro.  
                      -  Nie  skacz.  -  Usłyszałam  głos  za  moimi  plecami.  Nie  odwróciłam  się. Od  razu  rozpoznałam  ową  osobę.  
                      -  Nie  skacz.  -  Powtórzył.  Niemal  od  razu  poczułam  silne  ręce  wokół  mojej  talii.  Przymknęłam  oczy  czując  zbliżające  się  łzy. 
                      -  Mam  tego  dość, Federico. Nie  daję  rady.  -  Szepnęłam  spuszczając  głowę  w  dół.


Krzyczę do ciebie przez noc!
Nie rób tego..
Nie skacz...
Światła nie poprowadzą cię.
Oszukują cię!
Nie skacz...


                      -  Dasz  radę,  jestem  z  tobą.  -  Mimowolnie  na  moich   ustach  pojawił  się  uśmiech. Przynajmniej  dla  kogoś  coś  znaczę...  





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Wiem  krótko,  ale  wiedzie  to  prolog.  No  nic  mam  nadzieję,  że  się  spodobało!  <3